piątek, 12 listopada 2010

Izrael (2) Tel Awiw


Dawid Ben Gurion, którego imieniem nazwano port lotniczy w Tel Awiwie był pierwszym premierem w powstałym państwie Izraela. Urodzony w polskim mieście Płońsk w 1886 roku wyemigrował jako 23- letni młodzieniec do Palestyny, która wówczas była częścią Imperium Osmańskiego. 14 maja 1948 roku odczytał Deklarację Niepodległości, a tym samych ogłosił istnienie niepodległego państwa Izraela. Przez Izraelczyków uważany jest za „Ojca Narodu”. Jego udział wniesiony w budowę nowo utworzonego kraju był tak wielki, że największe międzynarodowe lotnisko w Izraelu nazwano jego imieniem. To nie jedyny Polak zasłużony sprawie tego państwa. Szimon Peres urodzony w 1923 roku w miejscowości Wiszniewo– stworzył izraelski przemysł zbrojeniowy, od 1984 roku był dwukrotnie premierem, a obecnie pełni rolę prezydenta Izraela.
Przy wyjściu pierwszą rzeczą jaka nas zachwyciłato menora - siedmioramienny kandelabr, znak Izraela wysokości ponad 2 metrów, zrobiony przez Salvadore'a Dali.
!!!! Menora do dziś pozostaje jednym z najstarszych symboli ludu Izraelskiego, wg Biblii ma symbolizować krzew gorejący, który Mojżesz zobaczył na górze Synaj. Jak się potem okazało można miniaturowe takie arcydzieła kupić na aukcjach w cenie od 2.500 – 25000 USD.
Już idąc pasażami lotniska zauważyłyśmy, że wszystkie posadzki wyłożone są granitami, marmurami i innymi szlachetnymi materiałami. Ściany pokryte jasnym piaskowcem sprawiały wrażenie wielkości pomieszczeń przeznaczonych na obsługę lotniska. Wszędzie utrzymana nieskazitelna czystość.
Przed wejściem można wybrać taxi, którego ceny są dość korzystne, autobus, z których jednak żaden nie jedzie do Tel Awiwu , bowiem połączenia dotyczą tylko dłuższych tras, np. do Jerozolimy, Beer Shevy, czy Hajfy, albo pociąg. Ten ostatni odjeżdża regularnie co 20 minut i zatrzymuje się na czterech stacjach w mieście. W takiej sytuacji kupiłyśmy bilety, cena tylko 12 szekli /os i około 30 minut później stałyśmy już na dworcu Survicha. Zgłodniałyśmy, więc postanowiłyśmy skorzystać z tamtejszego „fast foodu” i kupiłyśmy sobie po hod dogu z rodzimą parówką. Zamówiłyśmy również kawę z mlekiem, której nie dostałyśmy, ponieważ.... nie można zgodnie z religią łączyć mięsa z mlekiem. Następnym razem musimy wszystko kupować oddzielnie!
Tel Awiw - „Wzgórze Wiosny” z hebrajskiego, drugie największe miasto w Izraelu, położone nad Morzem Śródziemnym założone zostało w 1909 roku na peryferiach starożytnego portu Jaffa.

Izrael (1) Powrót do historii



Luty 2010
Zawsze kierowało mną poczucie chęci realizacji marzeń. Kiedy byłam małą dziewczynką pomiędzy górnymi jedynkami miałam dość szeroką przerwę, która mnie niesamowicie martwiła. Wszyscy jednak wokół zawsze powtarzali „ona będzie podróżniczką”. Podróżować bardzo lubiłam, więc pociecha była nie lada z takich obietnic. Od początku samodzielnego życia wszystko toczyło się przekornie w stosunku do moich planów, nieprzerwanie zła passa spowalniała to co wydawało się łatwe do zdobycia. Każdorazowe powroty pozwalały robić kolejne plany i jednocześnie potęgowały wolę podróżowania. Niezależnie życie prywatne zmuszało mnie do odkładania marzeń na później, na później i jeszcze później.
W taki właśnie sposób strata czasu jest ogromna, prawie niemożliwa do nadrobienia zaległości. Ale przy wielkich staraniach.......?
Po powrocie z Włoch w 2009 roku, upojone wspaniałościami tego kraju wraz moją towarzyszką podróży postanowiłyśmy pojechać w lutym. Wybór miejsca pozostawiłam jej i takim sposobem pojechałyśmy do........ Izraela.
Izrael – kraj położony w Azji Zachodniej, wschodnim brzegu Morza Śródziemnego. Graniczy z Libanem, Syrią, Jordanią oraz Egiptem. Przylega do niego Autonomia Palestyńska, której zewnętrzne granice są kontrolowane przez władze izraelskie. Izrael jest kolebką trzech największych religii świata: chrześcijańskiej, muzułmańskiej i judaizmu. .Po powstaniu samodzielnego państwa Izrael nieustannie tkwi w konflikcie z wieloma ościennymi państwami oraz z ludnością Palestyńska. W zasadzie jest ciągle w gotowości do wojny, co widać na ulicach, w sklepach, w zasadzie we wszystkich miejscach publicznych. W czasie naszego tam pobytu Izrael był w stanie wojny z Palestyną. Jednak na brak bezpieczeństwa absolutnie narzekać nie można.
Współczesne państwo Izrael ma swoje korzenie w Ziemi Izraela, która przez 3000 lat zajmowała centralne miejsce w Judaizmie. To tutaj właśnie żyli Abraham, Izaak i Jakub. Zgodnie z księgami Tory ziemia ta była obiecana przez Boga Żydom jako ich ojczyzna.
Zarówno kraj jak i ludzie oraz ich tradycje jest bezwzględnie wspaniały. Jestem przekonana, że pomimo braku czasu na zobaczenie wszystkiego, tego co według innych warto i nie warto zobaczyć, a także poznanie dogłębnie tamtejszej kultury i tradycji jest bezwarunkowym powodem, dla którego muszę tam wrócić.
Tel Awiw-Jafa
Przelot wybrałyśmy z Londynu liniami Easy Jet, to najkorzystniejsza opcja jaką można było znaleźć do Tel Awiwu. Już na lotnisku Luton spotkałyśmy ortodoksyjnych Żydów, co pozwoliło nam dotrzeć do odprawy bez sprawdzania numeru bramki. Na pokładzie samolotu było kilka osób lecących w celu odwiedzin bądź turystycznie, poza tym wszyscy – to obywatele Izraela w ich tradycyjnych strojach. Tel Awiw miałyśmy okazje oglądać wieczorem z pokładu samolotu , który okrążył kilka razy miasto w oczekiwaniu na pozwolenie lądowania. Odprawa na lotnisku im. Bena Guriona wbrew temu co wcześniej nam opowiadano była krótka i bez zbędnych formalności, otrzymałyśmy pieczątki wjazdowe. Nikt nie poinformował nas o możliwości wypełnienia formularza, aby nie wbijano nam pieczątek do paszportów,bowiem z godnie z naszą wiedzą wjazd do Libanu bądź Syrii może być utrudniony w przyszłości .

czwartek, 9 września 2010

Mieszkańcy Indii (1)



Czytając ostatnio opracowanie naukowe zatytułowane Islam Pani Agaty Skowron-Nalborczyk spotkałam się po raz pierwszy ze sformułowaniem jako Indusi dla rdzennej ludności Indii. Generalnie zawsze wszelkie teksty były pisane przy użyciu nazwy Hindusi. W takiej sytuacji, nie chcąc podważyć autorytetu profesjonalistów postanowiłam sprawdzić pochodzenie i właściwość nazwy dla mieszkańca Półwyspu Indyjskiego.
Indus to najdłuższa, licząca 3180 km rzeka subkontynentu indyjskiego. Ma ona swoje źródło przy granicy z Tybetem, dalej przepływa przez Indie jakkolwiek, w przeważającej części przez Pakistan zmieniając kierunek o 90 stopni na południe w kierunku Karachi, wpadając do Morza Arabskiego. Pierwszą cywilizację cztery tysiąclecia temu założono właśnie w dolinie rzeki Indus. Tam właśnie osadzili się pierwsi mieszkańcy, zakładając swoje wspólnoty i tam właśnie dali początek powstaniu siódmego największego państwa na świecie. W zasadzie możnaby przyjąć, że Indie i Indusi to pochodna od Indus. Ale idąc tą drogą możemy używać tej nazwy wyłącznie dla mieszkańców obecnego Pakistanu, dla mieszkańców Indii mogliśmy ją używać w takiej sytuacji do 1947 roku. Z uwagi na panującą religię prawdopodobnie większość używa nazwy Hindusi, którzy to zamieszkują tylko tereny Indii. W taki sposób powracamy do punktu wyjścia, który był początkiem moich spekulacji czysto teoretycznych.

niedziela, 8 sierpnia 2010

Fantazja Bisławy / kulinaria


Potrawa bardzo szybka w przygotowania, podawana dla niezapowiedzianych gości:
1) 1 kg zmielonej polędwicy wołowej podsmażony z dodatkiem 1 łyżeczki oleju palmowego lub oliwy z oliwek i fasolką czerwoną. Przyprawy: papryka słodka, kolendra, jałowiec,rozmaryn,chili, sól i pieprz.
2) Cebula, pomidor, czerwona papryka skrojone w drobne kwadraty, w ilości dowolnej
3) 1 jogurt naturalny z dodatkiem czosnku, soli i świeżego ogórka
Chleb rozkroić i zapiec w tosterze, przełożyć warstwę smażonego mięsa, dalej warstwę zmieszanych warzyw, polać sosem czosnkowym.
Smacznego życzy Bisława

Fantazja cebulowa / kulinaria


Generalnie nie zajmuję się gotowaniem, ani tym bardziej wymyślaniem przepisów. Jednak od czasu do czasu...
1kg piersi z kurczaka lub indyka w całości
3 skrojone w całości cebule
kminek, posiekana natka pietruszki, 1 starta drobno marchewka, kolendra, sól, pieprz
2 gęste śmietany
Wszystko poukładać warstwami j.w. i wstawić do piekarnika, po 40 minutach posypać startym żółtym serem. Zapiec kilka minut. Podawać dowolne przystawki.
Polecam - jest wyśmienite.

wtorek, 27 lipca 2010

Polskie Radio Londyn


Życie w Londynie pewnie jest dla ludzi dość nudne, szczególnie dla tych których zainteresowania i hobby jeszcze nie są klarowne. Pomijamy tych, którzy spędzają większość doby w pracy i tych, których interesują tyko wyjścia do pubów. Egzystencja. Praca – dom – praca, do tego często w weekendy. Wyjazd poza miasto to zbyt wielki wysiłek psychiczny i fizyczny. Tak latka się kręcą, życie się toczy, a my pozostajemy ciągle młodzi, tylko siły i chęci nas opuszczają.
W ten właśnie sposób nagle jednego dnia pojawia się Polskie Radio Londyn, nadawaneg tylko cyfrowo, to dość zgubne, ale.... Stacja nie bardzo przyciągająca uwagę, zarówno stylem jak I programem. Kiedy pierwszy raz włączyłąm tę stację w pracy – poczułam się jak w ojczyźnie – swojsko. Każdego rana zaczynam dzień w pracy o przełączania kanału i oczekiwania przede wszystkim na wiadomości. Nie wspomnę o dobrej muzyce, czy nawet programach publicystycznych. Tu spotyka mnie wielkie rozczarowanie. Prowadzący program mimo miłego głosu niczym nie przyciąga. Muzyka – powtarzana jak na innych kanałach: BBC, Capital, Heart, Magic etc. Powtarzające się kawałki jednego sezonu. Nie liczmy na muzykę polską, klasykę polskiego POP-u. O takich rarytasach można tylko pomarzyć. Wiadomości, jak sądzę, to dla Polaków bardzo ważna sprawa, chłonni wiedzy o kraju i świecie czekają na możliwie największą ich dawkę, a tu niespodzianka – kilka zdań, w tym informacja o chłopcu, który to spadł z któregoś tam piętra, ale się nie zabił, itp.
Otwieram oficjalną stronę PRL i co widzę – tekst reklamujący ową stację.

“ PRL24 to pierwsze w Londynie polskie radio z prawdziwego zdarzenia.”
To nie jest radio z prawdziwego zdarzenia tylko po prostu polskie radio!

“Stawiamy na dobrą muzykę i dobrą rozrywkę”
Nie wiem na co stawiają, ale na pewno muzyki nie puszczają, a rozrywką to chyba jest smażenie jajek na bekonie?

“ Bawimy słuchacza, zaskakujemy go niekonwencjonalnymi konkursami, wciągamy do interakcji. Serwujemy poważną dawkę niepoważnych zagrań”
Z pewnością zaskakują słuchacza, serwując poważną dawkę niepoważnych zagrań!

“ Stawiamy na rzetelną informację.(...) Jesteśmy blisko Jesteśmy politycznie niepoprawni. Nie boimy się oceniać i krytykować.”
Tak – to mogłoby być prawdą, tylko nie podają czasu kiedy można tego posłuchać...

“ Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji może nas tylko słuchać. PRL24 to dobra rozrywka i rzetelna informacja. Bez cenzury.”
Rzeczywiście to słyszę kilkakrotnie w ciągu godziny. Tylko nie rozumiem po co w to wciągać Krajową (polską) Radę Radiofonii i Telewizji? Przecież taka rada jest w każdym kraju, a rzetelność musi iść w parze z prawem. To ostatnie jest doskonałą cenzurą. Nie sądzę, aby było się czym chwalić!

Jeden przerywnik zapożyczony z filmu “Miś” jest dobry, ale to nie zasługa PRL tylko przypadkowa zgodność.

“Nie ma takiego miasta jak Londyn. Jest Lądek, Lądek Zdrój...”
“To miasto w Anglii”
“No to co mi pan nic nie mówi, to ja muszę przecież iść i poszukać.”

Szkoda stacji – mogłoby być tak fajnie!!

wtorek, 20 lipca 2010

The best way to London


Tak się składa, że od kilku lat my Bydgoszczanie mamy możliwość podróżowania drogą powietrzną bezpośrednio z naszgo rodzinnego miasta do Londynu – stolicy finansów i show busines'u. Prawdą jest, iż nie mamy wyboru przewoźnika, pozostaje nam więc słynna europejska tania (?) linia Ryanair. Czytam właśnie nowy artykuł “ Samolotem na stojąco za 5 funtów. Tanie linie lotnicze R........ wpadły na kolejny kontrowersyjny pomysł. Tym razem irlandzki przewoźnik chce w swoich 250 samolotach oprócz miejsc siedzących, sprzedawać bilety na miejsca stojące.” (przypis) To oczywiście idzie w parze z płatnymi toaletami – które zostaną w części po prostu zlikwidowane. Mieliśmy już różne szczyty: szczyt wyobraźni, szczyt głupoty, szczyt odwagi, ale teraz mamy szczyt pomysłu!
Równą godzinę przed odlotem docieram do Portu Lotniczego w Bydgoszczy. Sala przylotów i odlotów mieści się w niewielkim budynku obsługującym wszystkich pasażerów korzystających z usług lotniczych głównie przewoźnika (patrz j.w.), który zachowuje się jakby miał wyłączność i każe sobie płacić za przywilej korzystania z naszego lotniska. Nieszanujący się PLB zatrudnia obsługę, która to wpadła w samozachwyt, a swoich klientów uważa za intruzów. Chociaż nie ma ich wielu! Wszystko tutaj stoi na głowie. Nasze lotnisko wraz z tanią linią j.w stanowi przykład biblijnego miasta Sodoma.
Obsługa portu nie okazuje nikomu szacunku – sobie również. Reżim panujący w liniach R. zawładnął personelem naszego lotniska, jest zaraźliwy i rozprzestrzenia się jak dżuma. Nie będziemy debatować na temat linii R, bowiem robią to wszystkie lepsze i gorsze brukowce w Europie.
Zjawisko wyjątkowe to obsługa serwisowa klientów. Vis a vis wejścia są trzy stanowiska oddawania bagażu, przy każdym widzę po dwie osoby. Siedzą tak sobie wesołą gromadką podjadając cukierki, chipsy i inne smakołyki. Czas spędzają na miłych pogawędkach i żartach, a tych ostatnich mnoży się i mnoży, podmiotem są bowiem....... sfrustrowani i zawiedzeni klienci włączając pasażerów lotów. Tak, więc punkt widokowy jest fantastyczny, a spędzanie czasu dość urozmaicone. Oczywiście tu nie ma klientów, bagaż kosztuje więcej niż niejednokrotnie lot, stąd prawie każdy korzysta tylko z bagażu podręcznego. Z głośników cały czas rozbrzmiewa rygorystyczne : Pasażerów informujemy, że bagaż zgodnie z regulaminem Ryanair powinien nie przekraczać......itd. Oczywiście zapowiedzi innych nie ma, bo cóż mogłoby zaniepokoić jeszcze nasze skromne i spokojne rodzime lotnisko.
Po prawej stronie kolejka z chwili na chwilę coraz dłuższa. To czekająca odprawa. Nie można specjalnie odczuć jakiegoś jej zmniejszenia. W końcu po długim czasie oczekiwania przypominającego stanie w kolejce po kawę, czy inną żywność w czasach niedalekiej historii, dochodzę do jej początku i tutaj – wielkie rozczarowanie. Ważę moją walizkę, ciężar przekracza dwa kg, ups, zaczynamy przekładanie bielizna, książki, ładowarki, aparaty fotograficzne, mamy trzy takie bagaże dziesięciokilowe . Kolejne ważenie – mój bagaż ma dziesięć kilogramów i dziesięć dekagramów. Czekam na mamę, bagaż jest lekki, ale nie pan z obsługi stojący przy wadze i wyglądający jak kapo każe schować torebkę do środka i mamy dwadzieścia dekagramów za dużo. (Torebka około 20cmx15cm, płaska). Znowu przekładanie bielizna, książki itd. Podnoszę głowę – wzrok lojalnego pracownika jest ostry – za dużo krzyczy. Ludzie czekają w kolejce. W końcu kiedy nie możemy dopasować wagi (trzy bagaże na jednym bilecie) podchodzi do mnie starsza pani - “w mojej torbie jest tylko cztery kilo, da pani coś do mnie, oddam jak przejdziemy. On – wskazuje głową na młodego człowieka pilnującego z całą stanowczością regulaminu R. - zachowuje się jak ze służb specjalnych”. Dziękuję – odpowiadam z uśmiechem, po czym przepakowywuję kilka książek do torby mojej wybawczyni. Oddaje mi je po 5 minutach, kiedy oczekujemy na przylot samolotu. Omijamy więc pana o niesympatycznym wyrazie twarzy, z odpychającą arogancją. Uff!
“Zgodnie z regulaminem jest 20 dkg za dużo” słyszymy z tyłu, odwracam głowę. Starsza pani pochyla się wolno nad swoją torbą i wyjmuje dwa czasopisma. Podnosi się trzymając za bolący krzyż. Przechodzi kobicina dalej trzymaj,ac gazety w ręku. Drwina nie znika z twarzy personelu.
Podchodzimy do okienka odprawy paszportowej, gdzie pani o miłej aparycji, w mundurze sprawdza z uśmiechem na twarzy nasze dokumenty i kiwa głową, czego to się człowiek nie naogląda. Polak Polakowi wrogiem – to między innymi jedna z przyczyn dlaczego tak się o nas mówi na świecie. Z historii już się uczyliśmy jacy jesteśmy dla siebie. Zofia Nałkowska pisała: “Ludzie ludziom zgotowali ten los”. Czyż cały czas nie jest to aktualne?
Korzystałąm z Ryanair'a wiele razy, lotnisko w Mediolanie ludzie pędzą z ….bagażem podręcznym, jednym, drugim, do tego torba z komputerem, aparatem, reklamówka z jedzeniem itd. Waga...? Nikt nie zwraca uwagi. Przepisy przepisami a Włosi Włochami. Cała Europa – wszędzie tak samo, tylko nie w Polsce – trudno: do takowych niewygód przyzwyczajamy się od dzieciństwa. Sama się dziwię, że narzekam. W drodze powrotnej nie ma wagi na lotnisku Standsted, wszyscy są uprzejmi, przechodzę I słyszę “miłego dnia” lub “ miłej podróży, zapraszamy”
Samolot jest, autobusy przywożą pasażerów, przybłych do Bydgoszczy. Kontrola i przechodzimy do autobusu. Obsługa, ci sami ludzie, no cóż dla paru lotów w tygodniu nie można zatrudnić więcej osób , z całą pewnością jest ich nadmiar, ubrani w uniformy. Uniform, czyli ubranie służbowe, skromne, reprezentujące firmę, na lotnisku w Bydgoszczy wygląda następująco: t-shirt w kropki, paski, z obrazkiem, bez znaczenia, dalej krótkie spodenki przeznaczone na safari, bądź sportowe plus obuwie sportowe, mogą być firmy Adidas – to przywilej “lepszych”. O ułożeniu włosów – nie wspomnę.
Najpierw przechodzą osoby z tak zwanym biletem priorytetowym, za odpowiednią opłatą oczywiście . W dalszej kolejności wsiadają do autobusu kolejni pasażerowie. Jedziemy ok 300 metrów i jesteśmy pod drzwiami samolotu. Ci co wsiedli ostatni – wysiadają pirwsi I zajmują jako tacy miejsca itd. Ostatni będą pierwszymi! Cóż z dopłaty do biletu? Nikt jej nie zwraca.
Tak zadowoleni z miejsc przy oknie opuszczamy nasze kochane miasto Bydgoszcz oraz Port Lotniczy z niesmakiem i nadzieją, że do czasu powrotu zmienią się władze, kierownictwo, obsługa i regulaminy!

(wykorzystano mat.Cooltura – tygodnik polski w Londynie nr 28 z 10.07.2010)