sobota, 26 lutego 2011

Warwick


Część gospodarczą – stanowiącą zaplecze gospodarcze (pranie, gotowanie, szycie, produkcja różnych przedmiotów gospodarstwa domowego), kuchnię, sale rycerskie oraz sale zabaw, przypominające dzisiejsze puby. Dzięki aktorom tudzież figurom woskowym odpowiednio ubranym nasza wyobraźnia działa rewelacyjnie. W niektórych momentach mam wrażenie, że przenoszę się w czasie. Schodzimy do podziemia – zupełny koszmar. W 1153 roku zamek został odebrany właścicielom przez Henryka II i przeznaczony na więzienie. Za kratami skazańcy wyglądają zupełnie jak żywi. Wokół ciemnych i ubogich cel biegają szczury. W powietrzu unosi się specyficzny zapach, aż dostajemy gęsiej skórki.

Anglicy piknikują zawsze, kiedy jest miejsce i pogoda. Spędzają tutaj również miło czas na objadaniu się tradycyjnymi fish and chips oraz biorąc udział w grach na przyległych polanach.

Warwick


My korzystamy z części dla dorosłych. Oglądamy sale przeznaczone dla książąt, w których spędzali swoje codzienne życie.

Warwick


Zamek nie jest udostępniony dla zwiedzających w całości, tylko w części. Można więc wejść do jednej z baszt z dziećmi, gdzie aktorzy odgrywają sceny z bajek o uwięzieniu księżniczki, których z resztą można spotkać wiele na dziedzińcu.

Warwick


Wchodzimy na teren obiektu stanowiącego dzisiaj pomnik historii. Przy bramie kasa, płacić trzeba, ale aktorzy reprezentujący rycerstwo, szlachtę, mieszczan, a także wieśniaków z okresu świetności zamku wzbudzają ciekawość. Budowla otoczona jest fosą, trawnikami, które pokrywają wzniesienia, następnie murem (obronnym).

Warwick


Wchodzimy na teren obiektu stanowiącego dzisiaj pomnik historii. Przy bramie kasa, płacić trzeba, ale aktorzy reprezentujący rycerstwo, szlachtę, mieszczan, a także wieśniaków z okresu świetności zamku wzbudzają ciekawość. Budowla otoczona jest fosą, trawnikami, które pokrywają wzniesienia, następnie murem (obronnym).

Zamek Warwick


Ktoś napisał na blogu, że zamek w Warwick to angielski Malbork. Jesteśmy dumni z naszej historii architektury, ale nie bardzo można porównywać te dwie twierdze. Są absolutnie odmienne, różnią się wielkością, materiałem, z którego zostały zbudowane oraz wiekiem o 200 lat, poza tym jeden drugiego zupełnie nie przypomina.
Zamek w Warwick został zbudowany nad rzeką Avon, w 1068 roku przez Wilhelma Zdobywcę. Jako symbol hrabiów Warwick spełniał rolę typową dla zamków.
Zamki w Anglii różnią się od siebie niezależnie gdzie i kiedy zostały postawione. 950-letni Warwick Castle , chociaż powierzchownie jest podobny do innych, to jednak ma swoją szczególną historię.

Zamek w Warwick

piątek, 4 lutego 2011

4000 km przez Indie


Podróż po Indiach to zupełnie jakbyśmy znaleźli się w innym wymiarze czasowym. Delhi, Agra, Radjastan, Mumbay, Goa - wzbudza w nas emocje i chęć poznawania. Balansowanie pomiędzy religiami i kulturami to życie codzienne na Półwyspie Indyjskim.

sobota, 1 stycznia 2011

BOUDHANATH STUPA (5)


Kolejna, największa świątynia buddyjska w Nepalu, a jednocześnie jedna z najbardziej czczonych miejsc tejże religii. Wokół wiele sklepików z drobnostkami dla turystów oraz pięćdziesiąt małych świątyń buddyjskich zbudowanych przez uchodźców tybetańskich przybyłych z Chin. Stupa jest rzeczywiście ogromna i olśniewająco biała, w słońcu biel aż razi w oczy. Z najwyższego miejsca – kopuły rozciągają się we wszystkie kierunki słynne kolorowe chorągiewki bardzo charakterystyczne dla Nepalu. Podobne w Polsce widziałam powieszone w komisach samochodowych na południu. Dwie składają się na flagę narodową, która jako jedyna na świecie nie jest w kaształcie prostokąta.
Nazwa oryginalna – Gopalarajavamsavali została zbudowana przez króla Sivadeva z rodziny Licchavi w latach 590-604 wg jednych zapisów, natomiast wg innych kronik datuje się budowę stupy na lata wcześniejsze, a mianowicie 464-505 przypisując ją królowi Manadeva. Oczywiście pomocą służył również władca Tybetu Trisong Detsan. Na przełomie XV I XVI wieku w czasie prowadzonych wykopalisk przy świątyniu znaleziono kości pochowanego tam prawdopodobnie króla Amshuvarma panującego w latach 605-621.
Namalowane na stupie oczy buddy są tak wielkie i wyraźne, że odnosi się wrażenie jakby nas obserwowały.

SWAYAMBHUNATH STUPA (4)


zwana też Monkey Temple, czyli Świątynią Małp, a to dlatego że tam właśnie mieszka najwięcej małp. Można je spotkać wszędzie, ale w tym wyjątkowym miejscu jest ich tak dużo, że to one spotykają odwiedzających świątynię. Nazywają je świętymi małpami, zamieszkują północno-zachodnia stronę świątyni. To historyczny obiekt religijny posadowiony na wzniesieniu doliny Kathmandu. Swayambhunath to najbardziej znaczące miejsce sakralne dla wyznania buddystów, a w szególności buddystów tybetańskich. Przed wejściem - stragan, gdzie można zaopatrzyć się w wodę czy inne zimne napoje oraz owoce. Przy ulicy mnóstwo kobiet sprzedaje świeczki, kadzidełka, kwiatki wyglądające jak żółte i pomarańczowe aksamitki z oberwanymi łodyżkami nadziane na nitkę. Takie właśnie ręczne wyroby „składa się w ofierze” wraz z krótką modlitwą. Na górę należy wspiąć się po schodach liczących 365 stopni. Wokół różne stoiska z bublami dla potencjalnych turystów i pełno naganiaczy targujących ceny za proponowane wyroby, pomimo że cały czas mówię, że nic nie kupię. Przed stupą z namalowanymi oczami buddy spotykamy mnicha buddyjskiego chętnego do opowiedzenia historii tego świętego miejsca. Ciekawe są dzwonki, trzeba przejść obok i każdym silnie zakręcić ma to bowiem przynieść szczęście. W różnych miejscach są one różnej wielkości i od tego właśnie zależy też ich ilość. Im są mniejsze tym jest ich więcej. Bardzo ciekawe miejsce, a jednocześnie bardzo różne od naszych obiektów sakralnych.

Spacer po Kathmandu (3)


Wstaliśmy bardzo wcześnie. Pozwoliło nam to przeżyć poranek zwyczajnego dnia razem z mieszkańcami stolicy. Chociaż ubrania, które Nepalczycy noszą nie wyróżniają się specjalnie, kobiety bardzo często stroją się w tradycyjne sari, to jednak dzieci do szkoły noszą mundurki. Polska jest jedynym krajem, w którym mundurki szkolne nie obowiązują... Ulice przepełnione biegającymi ludźmi, palącymi ogień, na którym ustawiają żelazne wielkie patelnie i przyrządzają śniadanie, rikszami, transportującymi podstawowe artykuły codziennego funkcjonowania: wodę, owoce, produkty spożywcze. Brak autobusów – typowej komunikacji miejskiej powoduje, że taksówki zresztą bardzo specyficzne mijają nas przepełnione ludźmi. W dzielnicy Bagmati poza nami nie ma więcej Europejczyków, ludzie nastawieni do nas bardzo przyjaźnie kłaniają się na powitanie : Namaste! Namaste!
Bardzo interesującym miejscem jest pałac królewski pełniący rolę muzeum od 2008 roku, po obaleniu przez maoistów monarchii. Nie jest możliwe zwiedzenie tego obiektu zawsze. Zasady wejścia do środka są takie. Należy się zapisać na listę zwiedzających podając nr telefonu i kiedy zbiorą odpowiednią ilość chętnych zadzwonią wyznaczając tym samym termin.

wtorek, 28 grudnia 2010

Nepal Kathmandu (2)


Nepalczycy są bardzo przyjaźnie nastawieni zarówno wobec siebie, jak i wobec przybyszów z innych stron świata, okazując im wielki szacunek. Zawdzięczają to między innymi kulturze, w której żyją, a także religii którą wyznają.
Wieczorem rozmawialiśmy z naszym gospodarzem CS o jego rodzinnym kraju, o przewrocie Maoistów, o obaleniu monarchii i utworzeniu federalnej republiki, o nauce dzieci w szkole oraz codziennym życiu mieszkańców tego szczególnego i pięknego kraju. Na kolację, czy raczej obiadokolację poczęstowano nas posiłkiem, jaki spożywają Nepalczycy każdego dnia, tj ryż polany wywarem z soczewicy i ziemniaki w sosie curry. Dostaliśmy po łyżeczce do herbaty, takie bowiem sztućce są przeważnie w użytku gospodarstw domowych. Naturalnie jak większość Azjatów Nepalczycy jedzą rękoma. Herbatę podaje się z kardamonem i kozim mlekiem. Jest taka ostra, że trudno się przyzwyczaić.
Wszyscy są bardzo otwarci i grzeczni, co ciekawsze wszyscy znają angielski, okazuje się że uczą się go od najmłodszych lat. Wieczorem trudno było się umyć, z reguły jeśli jest woda, to nie ma prądu. Woda jest zawsze zimna. Natomiast jeśli zasoby finansowe pozwalają wówczas w domu jest agregat prądotwórczy,
Chociaż w dzień jest bardzo słonecznie i upalnie, to w nocy temperatura spada bardzo, nie ma żadnego ogrzewania w związku z czym śpimy w dresach.
Bardzo polubiliśmy Kathmandu i kiedy je opuszczaliśmy to tylko smutek w sercu i kręcąca się w oku łza. Kiedy żegnaliśmy się z Hem powiedział “mój dom jest waszym drugim domem”. Postanowiłam tam wrócić!

poniedziałek, 27 grudnia 2010

Nepal 2010 (1)


Listopad 2067 rok, sezon kwiatów w Federalnej Demokratycznej Republice Nepalu – zarezerwowaliśmy loty liniami JetAirways i postanowiliśmy skorzystać z klubu CS.
Po dwunastogodzinnym locie jesteśmy na lotnisu w Kathmandu. Byłam przekonana, że takie niespodzianki kulturowe nie mają miejsca w XXI wieku, a jednak...
Nepal to państwo o powierzchni 140800km2, tj 2,3 raza mniejsze od Polski , które tylko 5 lat później odzyskało niepodległość. Południe kraju to wyżyny i tereny pagórkowate pokryte dżunglą. Przez północną część kraju rozciągają się Himalaje Wysokie z najwyższym szczytem świata - Czomolungmą (Mount Everest) – 8848 m n.p.m., K'angcze'endzonga – 8585 m, Lhoce 8516 m, Makalu 8465 m, Czo Oju 8201m, Dhaulagiri 8172m, Manaslu 8126m, Annapurna 8078m. Przez południe kraju rozciąga się łańcuch gór Śiwalik, którego maksymalne wzniesienie ma 2591m. Dolina Kathmandu jest największą z wielu kotlin kraju, od niej też zaczyna się jego historia.
Tak jak lotnisko w New Delhi razi przepychem, tak lotnsko w Kathmandu jest zupełną jego przeciwnością. Parterowy, niewykończony budynek, wokół bałagan. Skromna sala przylotów, cztery stanowiska i wychodzimy na zewnątrz.
Wśród gwaru i hałasu zdecydowaliśmy się wziąć taksówkę. Naganiacz wcisnął nas do małego maruti razem z plecakami. Podaliśmy kierowcy nr telefonu naszego gospodarza CS. Trasa, którą jechaliśmy to całkowity przekrój życia mieszkańców. Domy niskie, z niedokończoną elewacją lub zniszczoną starą, często bez okien. Ulice – ubite, piaszczyste drogi z wylanym częściowo asfaltem, bez chodników i poboczy, pełne rykszy, rowerów, motorów, pieszych oraz bez przerwy trąbiących samochodów. Biegające boso dzieci o szczerych uśmiechach na twarzy. Spacerujące krowy. Podeschnięta, brudna rzeka Bagmati przepływająca przez miasto. Wzdłóż jej brzegów kremuje się ciała zmarłych (Arya Ghat), a także pali śmieci. Tutaj też można spotkać szałasy, w których zamieszkują ludzie najniższej kasty społecznej – Shudra, żyjący bez prądu i wody, a dla celów gotowania rozpalają ognisko.
W Nepalu występują trzy wyższe kasty społeczne. Dla najbogatszych – Bramani, średnia kasta to Chhatri, a najubożsi – Poyshe. W czasach dzisiejszych mniejszą wagę przykłada się do przestrzegania reguł kastowych, klasy wyższe mogą zawierać związki małżeńskie pomiędzy sobą, wszyscy mogą się kształcić. Jednak w dalszym ciągu nie uznaje się przejścia z najniższej kasty Shudra do wyższej. Prace przy sprzątaniu czy kremacji są jedyne, jakie mogą wykonywać.
Długo czekaliśmy na naszego przyjaciela Hema, obejrzeliśmy reklamy samochodów z hasłem “15,1 km / 1 l benzyny” i rozdaliśmy pół plecaka przywiezionych cukierków dzieciom bawiącym się na ulicy.

piątek, 12 listopada 2010

Izrael (9) Miłego pobytu


Po kilkudniowej włóczędze po Izraelu zmęczone postanowiłyśmy odpocząć nad Morzem Śródziemnym tym razem. Spacerując białą, czystą plażą z wyrzuconymi przed morze kolorowymi muszelkami, cały czas w naszym wyobrażeniu przewijały się kadry z filmu Lody na Patyku. Mnóstwo starych opuszczonych drewnianych budynków po kawiarniach, dyskotekach itp. Fale cudownie rozbijały się o brzeg, wcześniej tworząc bałwany. W głębi kilku młodych ludzi na deskach surfingowych próbowało utrzymać się pionowo na falach, które porywały ich do środka. Wschody i zachody słońca trwające w nieskończoność, mieniące się kolorami. Spokój i cisza tylko szum morza...

Izrael (8) Morze Martwe


Cały czas posuwamy się wzdłóż linii brzegowej Morza Martwego, które wygląda jak gładka, matowa ogromna tafla lodu. Naukowcy twierdzą, że w wyniku wydobycia minerałów i soli oraz powolnego wysuszania woda opada i obecnie podaje się, że położenie Morza Martwego się obniża każdego roku, stąd obecnie leży ono 420m ppm. Nie mniej jednak kąpiel jest tak szczególna, że będąc w pobliżu bezwzględnie trzeba z niej skorzystać. Najpierw wskazane jest przebywanie w oddzielnym zbiorniku, gdzie zasolenie wody wynosi ok 38%, a temperatura – 25oC . Bardzo trudno się jest zamoczyć, a 10 minut wydaje się wiecznością. Następnie smarujemy się naturalnymi błotami. Są one tłuste o bardzo niemiłym zapachu. Czekamy chwilkę, aby wejść do morskiej wody i je spłukać, co okazuje się nie lada problemem, ponieważ zanurzyć się nie można, woda wypiera nasze ciało. Przy włożeniu całego wysiłku udaje nam się odejść bardziej w głąb morza i położyć na wodzie. Można tak leżeć w bardzo wygodnej pozycji i czytać książkę lu gazetę godzinami.
Po wizycie w kibucu wracamy w kierunku Jerozolimy i tam mamy okazję zobaczyć słynne jaskinie Qumran. Widzimy je z bardzo daleka, bowiem znajdują się na 100-metrowym wzniesieniu ok 1 km od Morza Martwego. Qumran - osada z przełomu VIII i VII w p.n.e., zniszczona ok 31 r p.n.e. Przez trzęsienie ziemi, odbudowana i podobnie zniszczona przez najazd Rzymian w roku 68.
Przypadkowo podczas wędrówki pewnego Beduina w roku 1947 natknął się on na jaskinie, w których znalazł bardzo stare manuskrypty złożone w glinianym naczyniu. Historia owych Zwojów z nad Morza Martwego jest dość ciekawa, bowiem pewnego dnia do profesora archeologii na Uniwersytecie Hebrajskim przyszedł ormiański handlarz i zaproponował sprzedaż rękopisów, które były w jego posiadaniu. Profesor Eliezer Sukenik stwierdził ich autentyczność, udał się więc do Betlejem ryzykując życie, były to jakkolwiek czasy bardzo niespokojne, ku odzyskaniu reszty znaleziska. Są to dokumenty pochodzące z II i I w przed Chrystusem spisane po grecku, aramejsku i hebrajsku. Znalezisko zawiera ponad 200 manuskryptów biblijnych i niebiblijnych. Prowadzone badania pozwoliły na zapoznanie się z ówczesną kulturą, wierzeniami i obowiązującymi prawami oraz obrzędami. Na podstawie pism dokonała się rewolucja naukowo-historyczna dotycząca Drugiej Świątyni czy pochodzenia Chrześcijaństwa.

Izrael (7) Masada



Kolejny dzień w Izraelu, więc nie tracąc czasu jedziemy nad Morze Martwe, zobaczyć kibuce, a także skorzystać z kąpieli błotnych i masaży.
Pomimo pory roku wraz z posuwaniem się na wschód w kierunku granicy z Jordanią temperatura wzrastała, powietrze robi się bardziej suche. Jadąc z Jerozolimy korzystamy z drogi prowadzącej do Jerycha, miasta które jeszcze do niedawna uznawane było za najstarsze na świecie.Posuwamy się w kierunku wschodnim górzystej pustyni Judejskiej. Od czasu do czasu mijamy małe zadrzewione tereny wyglądające jak oazy. Są to kibuce, inaczej mówiąc gospodarstwa, gdzie uprawia się rośliny: palmy, kaktusy i inne. Przeważnie w każdym z nich zbudowane są „centra spa” dla turystów, ale Izraelici korzystają z nich bardzo często. Można wykupić pobyt od jednego do kilku dni i wygrzewać się na słońcu, kąpać w mocno zasolonej wodzie z Morza Martwego lub nacierać błotami. Oczywiście serwuje się tam prócz posiłków świetne masaże. Podobno można dzięki takiej kuracji „zgubić” od kilku do kilkudziesięciu lat!
Jedziemy dalej w kierunku granicy z Jordanią, aż w końcu ukazuje nam się wysoki płaskowyż, którego wierzchołek znajduje się na wysokości 400-410m. Biorąc pod uwagę, że znajdujemy się 400 m ppm, to okazuje się, że wierzchołek leży dokładnie z poziomem morza. Ruiny twierdzy są obecnie miejscem kultowym dla Izrelczyków, w tym miejscu odbywają się przysięgi nowych poborowych do służby wojskowej. Można wejść dość stromą ścieżką, my jednak jesteśmy zmuszone skorzystać z kolejki linowej, która do jednego wagonika zabiera kilkadziesiąt osób. Po dłuższej chwili jesteśmy na szczycie, stamtąd dopiero rozciąga się widok, wszystko się zlewa, pustynia jest bardzo jasna, morze również, brak zieleni i jakichkolwiek kolorów to w słońcu jedna wielka kremowa płaszczyzna. Słońce grzeje bezlitośnie, a o jakimkolwiek powiewie wiatru tylko pomarzyć. Forteca powstała ok 40 roku p.n.e. i w 37r p.n.e. króla Herod udoskonalił obronność tego miejsca, przygotował przechowalnie żywności, zbudował mury, zabezpieczył wodę na bardzo długi czas. W 73 r Masada była jedną z ostatnich trzech miejsc, jakie pozostawały niezdobyte przez Rzymian. Oblężenie kierowane przez Flawiusza Sylwę i jego 14000 ludzi nie odniosło żadnego skutku w zdobyciu tego miejsca z dołu. W takiej sytuacji usypali oni skarpę, z której przy użyciu wież oblężniczych próbowali dostać się do środka. Wewnątrz twierdzy przebywali Zeloci ze swoimi rodzinami w liczbie ok 1000 osób. Obrona trwała 100 dni. Kiedy groźba zdobycia przez Rzymian fortecy stała się ogromna postanowiono popełnić zbiorowe samobójstwo, na taki pomysł zgodzili się wszyscy. Wobec tego każdy mężczyzna musiał zabić swoje dzieci i żonę, następnie wybrano 10 najsilniejszych, którzy zabili pozostałych, na końcu wybrano jednego, aby zabił 9 swoich kolegów i ostatecznie popełnił samobójstwo. Kiedy Rzymianie wdarli się do środka zobaczyli tylko setki ciał mężczyzn, kobiet i dzieci. Takie zakończenie dla Flawiusza nie przyniosło zwycięstwa tylko porażkę. Po dzisiejsze czasy każdy mieszkaniec Izraela z wielką dumą opowiada o historii Masady.

Izrael (6) Beduini i Samarytanie


Beduini rozbijają obozy na wysuszonych słońcem gładkich powierzchniach i wiodą życie surowe, bez bieżącej wody i prądu, zamieszkują w namiotach, starych blaszanych garażach i szałasach. Przeważnie nie pracują. Kiedyś były to plemiona koczownicze bądź półkoczownicze krajów arabskich. Zajmowali się hodowlą głównie kóz i wielbłądów. W obecnych czasach niejednokrotnie ich jedynym dochodem są pieniądze otrzymywane od Państwa, znaczna część ludności prowadzi też obsługę turystyczną. Opowiedziano nam o życiu Beduinów, którzy po dziś dzień praktykują wielożeństwo. Najlepsze żony to kobiety, a właściwie młode dziewczęta nieprzekraczające 15 roku życia. Za ładną i młodą wybrankę zapłata może wynosić nawet trzy dromadery i trzy osły, ale za starszą i niezbyt piękną płaci się co najwyżej jednego osła. Każdy mężczyzna ma statystycznie cztery żony i z każdą z nich ok. dziesięcioro dzieci. W rezultacie ma ich tak dużo, że nie pamięta ich imion. Jeśli któreś dziecko idzie rozmawiać z ojcem, najpierw musi się przedstawić: jak ma na imię, która z żon jest jego matką oraz którym jest z kolei dzieckiem. Jednak nie są to obozowiska, tak popularne jak w przeszłości. Rząd buduje domy do zasiedlania na pustyni Nagew, w południowej części kraju, bowiem tryb życia jaki prowadzili przed wiekami, w obecnych czasach jest prawie niemożliwy.
Samarytanie - to potomkowie 10 plemion Izraela zamieszkujących Samarię i pamiętnego Samarytanina, o którym czytamy w Nowym Testamencie. Pochodzenie tego ludu do dziś rodzi wątpliwości, która z czterech wersji: dwóch naukowych, biblijnej czy samarytańskiej jest prawdziwa. Samarytańskie prawo religijne oparte na Torze jest bardziej surowe niż wyznanie żydów ortodoksyjnych. Z całą pewnością najsurowiej dyskryminuje kobiety od wszelkich innych wyznań na świecie. Dzięki rozpowszechnionej opowieści o Dobrym Samarytaninie (Nowy Testament – Ewangelia Łukasza), który pomógł człowiekowi z innej wspólnoty, wbrew zakazom, okazał wrażliwość na cudzą krzywdę i nieszczęście. Ogólnie uważani są jako dobroczyńcy, pełni miłosierdzia i niejednokrotnie stawiani jako wzór do naśladowania. Zagrody Samarytan żyjących w Izraelu są dość skromne i proste. Ta, którą widziałyśmy wyglądała zupełnie jak mały dworek z początku XX stulecia.

Izrael (5) Jerozolima Ściana Płaczu


Murem Zachodnim, czy też Ścianą Płaczu nazwano pozostałość po murze otaczającej wybudowaną w 19 r p.n.e. przez króla Heroda drugą Świątynię . Kiedy stanęłyśmy na schodach vis a vis do tego czczonego miejsca, aż dech nam zaparło. Widok jest nadzwyczajny. Plac, o którym przewodniki podają, że jest ogromny – wcale nie jest wielki. Do budowy „muru” wykorzystano bloczki układane równo bez spoin wiążących, co w czasach dzisiejszych pozwala na wciśnięcie tysięcy małych karteczek z modlitwami, a także z marzeniami i prośbami, które mają spełnić się w przyszłości. Lewa strona jest odgrodzona płotem od prawej, dostępnej tylko dla kobiet. To niewiarygodne i trudne do uwierzenia, ale kiedy zbliżyłyśmy się wzdłuż całej ściany stoją kobiety w różnym wieku płacząc głośno i roniąc łzy, często opierają się ręką o mur. Żydzi przychodzą do tego miejsca opłakiwać zniszczenie Jerozolimy w 70r przez Rzymian – miejsca świętego dla ich religii. Część muru, która po zburzeniu świątyni stała się świętym miejscem, bowiem jak twierdzą Żydzi do dziś jest w tym miejscu obecność Boga. Izraelczycy w 1948 kolejny raz utracili kolejny raz dostęp do tego miejsca, pozostawało ono na terytorium Jordanii, jednak w efekcie sześciodniowej wojny w 1967r odzyskali Jerozolimę, która do dnia dzisiejszego administrowana jest przez rząd izraelski.
Idąc w kierunku Wzgórza Świątynnego w części wschodniej doszłyśmy do Meczetu Al-Aksa i Kopuły na Skale, zbudowanej w VII w, kiedy to muzułmanie przejęli Jerozolimę. Meczet Al-Aksa został rozbudowany z chrześcijańskiej bazyliki. Do meczetu nie udało nam się wejść właśnie został zamknięty, ponieważ trwały przygotowania do modlitw. Kopuła na Skale jest bardzo okazała. Wszystkie ściany pokryte są mozaiką ceramiczną, z bardzo drobnych elementów ułożone zostały frazy z Księgi Koranu oczywiście w języku arabskim, więc nie udało się nam rozczytać. Całość jest w odcieniach koloru niebieskiego, kopuła natomiast jest „złota” i wcale nie wydaje się być tak ogromna z bliska, jaką oglądamy patrząc na panoramę Jerozolimy. Kopuła wznosi się nad skałą, na której wg Biblii Abraham składał Bogu ofiarę ze swego syna. Natomiast wg Koranu to właśnie w tym miejscu nastąpiło wniebowstąpienie Mahometa, zgodnie z islamską tradycją przyleciał on z Mekki do Jerozolimy na skrzydlatym koniu i z tego krotnie, gdzie spotyka Najświętszą Marię Pannę, gdzie Szymon Cyrenejczyk pomaga mu nieść krzyż, gdzie Weronika ocierała twarz Chrystusa, Gdzie on sam pocieszał płaczące niewiasty. To właśnie stacje Drogi Krzyżowej, naznaczone w taki sposób, aby przy nich przystanąć. Nie są bardzo widoczne, nikną w tłumie przechodniów, rozłożonych kramików i miejsc bazarowych. Obecnie bowiem znajdują się niemalże w centrum, za życia Jezusa część była poza miastem. Przystając przy nich popadamy w chwile zadumy.
Jerozolima jest miastem, które charakteryzuje wiele ciekawych miejsc i ładna architektura, nie mniej jednak dla wielu ulic był to czas remontu i wyglądały jak rozkopane tory tramwajowe w Polsce w latach 70-tych i 80-tych. Drogi wokół Jerozolimy strzeżone są przez wojsko tak jak wszystkie miejsca. Wykrywacze metali stoją w drzwiach sklepów, dworców, centrów handlowych. Wszystkie dostępne miejsca dla zwiedzających również pilnowane są przez wojsko. W pociągu, autobusie, w każdym miejscu natykamy się na uzbrojone żołnierzy. Pomimo tego czułyśmy się bardzo bezpiecznie. Izraelczycy są bardzo grzeczni i gościnni. Nastawieni pozytywnie do życia.

Izrael (4) Jerozolima


Pierwsze dwie noce spędziłyśmy z dwojgiem gospodarzy z CS, w ich mieszkaniu w jednej z dzielnic miasta. Mieszkanie było bardzo przytulne, ale pomimo dość wysokich temperatur na zewnątrz, było zimno. Przyczyną prawdopodobnie jest architektura budownictwa, która skierowana jest na osłony przeciwsłoneczne wszelkiego rodzaju, bowiem trudno byłoby spędzać czas w mieszkaniach, kiedy temperatury nie spadają poniżej 30o C.... w cieniu.Postanowiłyśmy wybrać się do Jerozolimy, z pewnością każdy przybysz kieruje się zawsze najpierw właśnie tam. Poszukałyśmy lokalnego autobusu, kupiłyśmy bilet ok 8 szekli i w drogę. Przejazd z Tel Awiwu do Jerozolimy jest bardzo osobliwy. Droga , z której można podziwiać obozy Beduinów oraz miejsce zamieszkania Samarytan. Jerozolima położona jest na Wzgórzach Jerozolimskich we wschodniej części Izraela. Jest jednocześnie największym miastem kraju. Od jej wschodniej granicy rozciąga się Pustynia Judejska, aż do Morza Martwego. Z uwagi na fakt, że jest miastem o bardzo znaczącej historii trzech wyznań, ponieważ to tutaj Abraham złożył w ofierze Izaaka, Dawid zwyciężył Goliata, a Salomon wybudował świątynię. Właśnie w tym mieście Jezus wraz z apostołami spożył Ostatnią Wieczerzę, a jego wąskie ulice były świadkiem drogi krzyżowej. W zbudowanej później Bazylice Grobu Świętego znajduje się jego grób. Natomiast nazwa Jerozolima z tłumaczenia hebrajskiego to Miasto Pokoju – wbrew wszystkiemu tak właśnie tam nie jest. To co interesuje najbardziej – to Stare Miasto – miejsce tysięcy pielgrzymek, zwiedzane przez turystów. Otoczone murem cztery dzielnice: żydowska, ormiańska, chrześcijańska i muzułmańska są tak zwarte, że spacerując trudno się zorientować, gdzie kończy się jedna, a zaczyna druga. Labirynt uliczek powoduje trudności w odnajdowaniu miejsc szczególnych: ściany płaczu, kolejnych stacji drogi krzyżowej. Wejść można do starej części Jerozolimy przez kilka bram: Damasceńską, Heroda, Św Szczepana, Gnojną, Syjońską, Nową. My weszłyśmy przez tę ostatnią, a wyszłyśmy przez bramę Jafy. Niepowtarzalny urok wąskich uliczek i małych kawiarenek okazał się przyjemny dla oczu i duszy. Jednak po krótkiej chwili znalazłyśmy się w centrum części muzułmańskiej. Pełno tam straganów i straganików, małych sklepików, do których wejście często wydaje się za wąskie. Wyroby pamiątkarskie, wszelkiego rodzaju odzież, starocie okurzone, oglądane przez przechodniów. Można znaleźć sklepy z przyprawami, których niezliczona ilość rozstawiona w workach przekracza wyobraźnię. W jednym z takich przybytków zapytałam grzecznie czy mogę zrobić zdjęcie, w odpowiedzi usłyszałam to sklep, nie galeria. Pewnie powinnam coś kupić wówczas zdjęcie nie stanowiłoby problemu. Panowie odziani w różne kolorowe nakrycia głowy są tak nachalni, że trzeba być ostrożnym. Chodniki rozciągające się na szerokość całej ulicy rzadko są płaskie, najczęściej idą w górę lub w dół jak schody, są tak wąskie, że często nie mają nawet metra. Trudno mijać przechodniów idących w przeciwną stronę. W pewnej chwili podeszła do nas pani i łamaną polszczyzną zapytała „Wiecie panie jak dojść do Ściany Zachodniej, bo my z mężem błądzimy już ponad godzinę?” - Nie wiedziałyśmy jak tam trafić, ale zaproponowałyśmy, aby poszli z nami to poszukamy razem. Jednak odmówili twierdząc, że idziemy z pewnością w przeciwną stronę. Po 20-30m natknęłyśmy się na drogowskaz wskazujący dojście do słynnej ściany.

Izrael (3) Old Jafa


Stara Jaffa stanowi obecnie dzielnicę miasta. Idąc jej bardzo wąskimi ulicami, wśród starych, nigdy nie remontowanych budynków odnosimy wrażenie przeniesienia w przeszłość. W samym centrum odbywa się jarmark staroci. Można na nim kupić wszystko, każdego dnia i o każdej porze, bowiem stragany rozłożone są na ulicach rozchodzących się we wszystkie kierunki. Wszelkiego rodzaju wyroby nowe, tkaniny, upominki, starocie oraz endemity archeologiczne, wszystko oryginalne. W Izraelu jest tyle pozostałości archeologicznych znajdowanych w trakcie prowadzenia różnych prac, że jego mieszkańcy nie muszą niczego podrabiać.Dla koneserów – nie lada gratka. Największą naszą radością, kiedy spacerowałyśmy po tym bardzo szczególnym miejscu był fakt, że wszystko przypominało nam scenerię ze starego kilkuodcinkowego filmu „Lody na patyku”. To niewiarygodne, ale odnosi się wrażenie, jakby było się na planie filmowym.
Izrael ogłosił jako stolicę państwa Jerozolimę, jednak ONZ nie uznaje tego faktu. Dlatego większość zagranicznych przedstawicielstw mieści się w Tel Awiwie. Do dzisiaj kwestia stolicy jest bardzo kontrowersyjna. Jak dotąd status prawnomiędzynarodowy stolicy nie został jeszcze uregulowany, pomimo że siedziba władz kraju mieści się w Jerozolimie. Jednak wszystkie węzły komunikacyjne są w Tel Awiwie, dlatego też między innymi właśnie tutaj czuje się jak w stolicy.